Małe, żądne krwi i bardzo niebezpieczne. Kleszcze, bo o nich mowa, mogą powodować groźne choroby, takie jak borelioza, babeszjoza czy zapalenie mózgu. Sanepid ostrzega przed plagą tych pajęczaków. Podlasie, Warmia i Mazury, a także Mazowsze. Te trzy regiony Polski są najmocniej narażone na epidemię kleszczy powodujących groźne choroby.

Nadmierna aktywność kleszczy w tym roku spowodowana jest wysokimi temperaturami  powietrza szczególnie zimą, pajęczaki bowiem nie tolerują minusowych temperatur.  Sprawiło to, że kleszcze spokojnie przetrwały i są gotowe do inwazji. Chociaż wzmożonej aktywności tych pasożytów Polacy mogą spodziewać się  w maju i czerwcu.

Mitem jest to, że spadają na naszą głowę z drzew. Kleszcze żyją niemal wyłącznie w trawach, nie wyżej niż 20-30 centymetrów nad ziemią. Coraz częściej można je spotkać w miastach. Są w parkach, czyhają na skwerach, a nawet w piwnicach! 

Jeśli już przedostaną się na nasze ciało, to zaczynają swoją wędrówkę od stóp, posuwając się coraz to wyżej, szukając obszarów miękkiej skóry, aby móc wbić swój aparat gębowy. Głowa jest dla nich zbyt twarda, więc zwykle ją omijają. Lubią natomiast wszelkie zagłębienia i zgięcia, np. stawy kolanowe i łokciowe, pachy czy pachwiny i okolice uszu. Z kolei pies jest w stanie roznieść dziesiątki larw. Dlatego po spacerze warto sierść psa dokładnie przejrzeć.

Usuwanie kleszcza za pomocą pęsety jest dość trudne i wymaga doświadczenia. Należy jak najszybciej, po zauważeniu kleszcza na powierzchni ciała, przystąpić do jego usunięcia. Delikatnie, ale zdecydowanie usunąć kleszcza chwytając go jak najbliżej ciała. Zabronione jest wykręcanie kleszcza palcami oraz za pomocą substancji natłuszczających. Może to spowodować zatkanie tchawek (narządu wymiany gazowej) kleszcza, a następnie jego wymioty, które przyśpieszają przedostanie się bakterii i wirusów do osoby ukąszonej. Alternatywą dla pęsety są miniaturowe pompki ssące i plastikowe "kleszczołapki" dostępne w aptekach.

Wprawdzie nie każde ukąszenie przez pajęczaka kończy się zachorowaniem, to jednak nie należy lekceważyć pewnych symptomów, m.in. rumienia w miejscu ukąszenia, objawów grypopodobnych, bóli głowy i mięśni, czy też porażenia nerwu twarzowego.

Jeśli nie będziemy ostrożni, możemy złapać nawet kilkadziesiąt kleszczy. Rekord należy do pewnego Łodzianina, który przed rokiem, podczas wypoczynku wśród traw, nabawił się aż 50 tych pasożytów. W szpitalu przez pół godziny wyciągały je trzy pielęgniarki. Jak się potem tłumaczył, nic nie poczuł. I nic dziwnego, ponieważ kleszcze wgryzając się w skórę produkują substancję cementopodobną, mającą właściwości znieczulające.