Już i tak politycy ograniczyli naszą swobodę. Chcą decydować o tym na co nam wolno wydawać zarobione przez nas pieniądze, zmuszają do wykupywania ubezpieczeń w firmach, które obiektywnie zmierzają ku rychłemu upadkowi, nauczają jak mamy wychowywać dzieci, co robić we własnym domu oraz co hodować na własnej działce. Chcą mieć wpływ nawet na to, co oglądamy w telewizji.

Wydawałoby się więc, że chociaż tak niewinne, przywodzące wspomnienia z dzieciństwa zajęcie, jakim jest zbieranie jagód w lesie, nie jest usankcjonowane przez ustawodawcę. Okazuje się jednak, że nie. Takie podejście do zwykłego spaceru po lesie połączonego ze zrywaniem jagód może być dla nas zgubne. Zwłaszcza, jeśli okażemy się jagodowym głodomorem.

W zasadzie polskie prawo nie zabrania zbierania jagód w lesie i to niezależnie od tego, ile ich zechcemy zerwać. Oczywiście, mówimy o jagodach, ale tak samo jest ze zbieraniem wszelkiego runa leśnego, poziomek, malin czy jeżyn.

Ale choć niby wolno je zrywać, to i tak możemy podpaść jakiemuś leśnikowi, a nawet trafić w tryby wymiaru sprawiedliwości. Stanie się tak,  jeśli przy okazji zbierania jagód zdarzy nam się uszkodzić krzaczki. A może się tak zdarzyć, gdy zbieracze jagód korzystają z tzw. maszynek do zbierania. Przypominają one rękawice, ale są drewniane i z metalowymi wypustkami na końcu. Przyspieszają zbieranie jagód, ale też kaleczą ich  krzaczki. Kodeks wykroczeń jest wobec takiego zachowania bezlitosny:

§ 1. Kto w nienależącym do niego lesie:
1) wydobywa żywicę lub sok brzozowy, obrywa szyszki, zdziera korę, nacina drzewo lub w inny sposób je uszkadza,
2) zbiera mech lub ściółkę,
3) zbiera gałęzie, korę, wióry, trawę, wrzos, szyszki lub zioła albo zdziera darń,
4) zbiera grzyby lub owoce leśne w miejscach, w których jest to zabronione, albo sposobem niedozwolonym,
podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany.

Kochajmy naszą polską przyrodę i korzystajmy z jej dobrodziejstw w taki sposób, by jednocześnie jej nie krzywdzić.