Nie ma nic pyszniejszego od domowego, pachnącego ziołami smalczyku. Zjadamy go z pajdą świeżego chleba, albo jako dodatek do jajecznicy. Idealny jest tez jako omasta do pierogów.

Oczywiście możemy taki smalczyk kupić w każdym sklepie. Ale co jest w tym smalczyku to wie tylko producent. Czytając etykietę od tych wszystkich E i  E  coś tam aż coś się w głowie nam robi. Nie ryzykujmy bólu głowy, smalczyk zróbmy sami.

 Przygotujmy produkty:

-  kilogram świeżej słoniny

- 3 duże cebule pokrojone w pióra

- 4 ząbki czosnku przeciśniętego przez praskę

- koperek, bazylię, oregano

- sól ziołowa, pieprz

Słoninę najlepiej pokroić nożem na małe kawałeczki. Uprzedzam, że to robota dla cierpliwych. Ja przekręcam po prostu przez maszynkę. Wkładam słoninę do dużego garnka. Na małym ogniu gotuję ją godzinę, aż się ładnie wytopią z niej skwarki.
Dodam  cebulę, czosnek, zioła i sól ziołową oraz pieprz. Dla lubiących intensywne smaki, polecam dodanie szczyptę papryki . Gotuję smalczyk jeszcze przez pół godziny. Wlewam gotowy smalec do glinianego naczynia. Zostawiam do przestygnięcia. Od czasu do czasu mieszam, żeby skwarki wymieszały się ze smalcem równomiernie. Rzadko się zdarza żeby spokojnie stężał, rodzina próbuje go jak jest jeszcze płynny…