Wiele razy słyszałam lub widziałam jak bliskie sobie osoby tracą czas na obnoszenie się z poczuciem krzywdy zamiast dążyć jak najszybciej do porozumienia. Często konflikty wynikają z błahych i przyziemnym spraw, za którymi kryją się symboliczne dla zwaśnionych stron znaczenia. Zwłaszcza wśród par zdarzają się sytuacje sporne spowodowane nagromadzeniem się trudnych emocji, nagle znajdujących ujście w nadmierny lub nieproporcjonalny do okoliczności sposób.

Jak często po ciężkim dniu w pracy, zmęczeni narzekaniem dzieci, dodatkowo wyprowadzeni czymś z równowagi  wyładowujemy się na współmałżonku. Niewyrzucone śmieci, czy brak mleka w lodówce bywają punktem zapalnym i okazją do obrzucenia się skumulowanymi zarzutami. W złości padają zbędne słowa, co kończy się czasem kilkudniowym zawieszeniem wszelkich rozmów lub co najmniej wyraźną demonstracją urażonej dumy. Im więcej niewypowiedzianych uczuć i potrzeb, schowanych za dotykającymi partnera epitetami, tym głębsze jego przekonanie o własnej racji i niesłuszności zarzutów. Oponent oczywiście równie zaciekle czeka na przeprosiny. Dobrze jeśli konflikt trwa tylko parę dni, a nie przeradza się w trwałe odrzucenie. Łatwo wówczas wpaść w pułapkę interpretowania wszelkich okoliczności na niekorzyść drugiej połówki, zakładając złe intencje i doszukując się wszędzie dowodów swojej hipotezy. A wystarczyłoby czasem spojrzeć na kochanego przecież człowieka z założeniem, że ma dobre zamiary lub czyni coś nieumyślnie. Warto też pokusić się o próbę oglądania kawałka świata z jego perspektywy co znacznie zwiększa szansę zrozumienia działań, które podjął lub emocji, jakie przeżywał. Jeżeli darzymy kogoś uczuciem to nie opłaca się też czekać dumnie na pierwszy krok, czy przeprosiny. Kompromis powinien być celem wspólnym, więc bez znaczenia pozostaje kto podejmie najpierw próbę porozumienia. Liczy się czas utracony na wzajemne obwinianie. Im szybciej zatem wyjaśnimy właściwe źródła konfliktu i wysłuchamy swoich oczekiwań tym prędzej zbliżamy się do lepszego zrozumienia i więcej przed nami wspólnych pogodnych i radosnych chwil. Chodzi przede wszystkim o to, żeby rozmawiać. Ale dialog oznacza też umiejętność słuchania i akceptowania odmiennych punktów widzenia. Nie musimy się zgadzać, ale należy dać innym prawo do myślenia i odczuwania po swojemu. Poza tym prawdziwa miłość przecież nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego… Miejmy to zatem na uwadze i starajmy się myśleć dobrze o naszych najbliższych wtedy z pewnością łatwiej będzie postrzegać ich w pozytywnym świetle.